Ann Pietraszkiewicz
Dzisiaj pożegnaliśmy moją Dziadzię.
Był człowiekiem małomównym, ale o życiu pełnym miłości. Stałym. Wiernym. Silnym. Mężczyzną, który nie musiał wiele mówić, bo czuło się to w jego obecności. Zawsze będę go sobie wyobrażać uśmiechniętego – kosiarkę, najszczęśliwszego po prostu w otoczeniu rodziny.
Jednym z moich ulubionych wspomnień na zawsze pozostanie dla mnie to, jak mówił „strunberry” zamiast „strawberry”. Taka drobnostka, a zajmuje tak ważne miejsce w moim sercu. To zabawne, jak najprostsze chwile stają się tymi, które ceni się najbardziej.
Miał szczęście widzieć dorastające pokolenia – swoje dzieci, wnuki i prawnuki. Nigdy nie zapomnę, jak zaskoczyłam go i Babcię z okazji 50. rocznicy ślubu wycieczką do Hocking Hills, całą naszą gromadką – dokładnie tak, jak to uwielbiał. A na weselu Jacka, kiedy DJ zapytał, kto jest najdłużej żonaty, chciałam wstać i powiedzieć: „Dziadzia i Babcia”. Sześćdziesiąt siedem lat małżeństwa. Całe życie oddania. Miłość, która stała się przykładem dla nas wszystkich. Szkoda tylko, że nie czuł się na tyle dobrze, by zatańczyć.
Mój polski nie był idealny, a jego angielski też nie, ale zawsze się rozumieliśmy. Miłość nie potrzebuje idealnych słów.
Będzie mi Cię brakowało bardziej, niż potrafię wyrazić słowami, Dziadziu. Ale znajduję pocieszenie w świadomości, że już nie cierpisz. Ufam, że jesteś teraz w domu, w ramionach Pana, czuwając nad nami wszystkimi.
Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie,
a światłość wiekuista niechaj mu świeci.
Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen.
Dusze wszystkich wiernych zmarłych,
przez miłosierdzie Boże, odpoczywają w pokoju. Amen. 🤍
Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie,
a światłość wiekuista niechaj mu świeci.
Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen.🤍

